Manuel mały wojownik światła






Dzisiaj przychodzę do was z recenzją pięknej, do głębi poruszającej książki pod tytułem; „Manuel, mały wojownik światła” autorstwa Enzy Marii Milana i Valeria Bocci. Książka jest relacją życia i niezwykłej przyjaźni pomiędzy nieuleczalnie chorym chłopcem o imieniu Manuel a Jezusem Chrystusem. Tak, dobrze przeczytaliście. Ta powieść pięknie opisuje relację jaką w czasie swojej choroby utworzył ten mały, niepozorny chłopiec ze Stwórcą. Pozycja jest o tyle wyjątkowa, ponieważ współautorką książki jest Enza - matka Manuela, która jak nikt inny wiedziała co się dzieje w sercu jej dziecka i jak strasznie to niczym niezasłużone cierpienie odbiło się na życiu chłopca i jego rodziny. Sama książka została napisana na kilka lat po śmierci głównego bohatera.



Manuel urodził się 21 czerwca 2001 roku w Calatafimi we Włoszech, jako trzecie dziecko Enzy i Pepe Fodera. Jego rodzeństwo jest znacznie starsze od niego; brak Francesco ma 12 lat a siostra Stefania 10. Jest upragnionym, choć kolejnym dzieckiem i szybko podbija serca całej rodziny. Dzieciństwo chłopca biegnie normalnie do czasu, aż w wieku 4 lat chłopiec po raz pierwszy musi zmierzyć się ze swoją choroba, jaką okazał się nowotwór. Chłopiec pomimo ogromu cierpień jakie musiał znieść podczas swojej ziemskiej wędrówki: naświetlań, przeszło 20 – krotnych cykli chemioterapii, licznych wizyt w szpitalach które uniemożliwiały mu normalne funkcjonowanie - nie stracił swojej dziecięcej ufności do Boga, zachował poczucie humoru a nawet niekiedy odmawiał przyjmowania leków przeciwbólowych – bo, jak sam twierdził – Jezus cierpiał bardziej. Historia Manuela zadziwiła mnie tym, jak można przyjmować cierpienie i choć chłopiec miał plany na przyszłość, pragnął uzdrowienia, pragnął dorosnąć - to wielką oznaką męstwa jest w nim to, z jaką ufnością oddał się woli Bożej. Nie dyskutował z losem jaki dane mu było przyjąć, a dziękował Jezusowi za to, że tak go doświadcza. Manuel w czasie swojego krótkiego życia ewangelizuje każdego kogo spotka na drodze, chłopiec często rozmawia przez telefon lub koresponduje z księżmi, zakonnicami i ludźmi świeckimi, opowiadając im o Bogu w sposób o wiele dojrzalszy niż można byłoby się tego spodziewać po kilkuletnim chłopcu. Pisze piękne modlitwy, którymi się często dzieli z ludźmi bliskimi jego sercu, a także na prośbę przyjaciół pisze rozważania do stacji Drogi Krzyżowej czy cząstek Różańca, które zostają odczytane na wielu nabożeństwach, co jak wierzę przyczynia się do tego, że wiele osób o zatwardziałych sercach otwiera się na łaskę Bożą. Po wyczerpującej i wyniszczającej chorobie Manuel rodzi się ponownie, tym razem dla nieba 20 lipca 2010 roku.



Dla kogo jest ta książka? Zdecydowanie jest dla osób poszukujących Boga, sensu swojego życia, dla cierpiących i chorych, oraz ich bliskich. Zwłaszcza dla tych, którzy nie mogą pogodzić się ze swoim cierpieniem lub niepowodzeniami. Praktycznie dla każdego, ponieważ wierzę , że każdy znajdzie w tej książce lekcję dla siebie. Lekcję dozgonnej miłości i wierności Woli Bożej jaką daje nam Manuel. Książki tej nie da się przeczytać jednym tchem i odstawić na półkę zapominając o jej treści. Jest to pozycja do której czytania trzeba się przygotować, znaleźć czas w zgiełku swojego harmonogramu dnia i zajęć. Trzeba czytać ją stopniowo, niejako dawkując sobie jak lekarstwo kolejne strony. Radzę przygotować sobie chusteczki, coś do picia i spokojnie zasiąść w fotelu aby kontemplować spisane świadectwo życia tego niezwykłego dziecka. Pomimo iż książka jest bardzo smutna, jest ona tak naprawdę napisana językiem nadziei. Nadziei na życie wieczne.



Książkę mogłam przeczytać i zrecenzować dzięki Wydawnictwu Franciszkanów Bratni Zew za co serdecznie dziękuję.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

CzytamPierwszy.pl